
Bea chce odebrać Cihanowi nadzieję na spotkanie z synem. Nuśret protestuje. Bejza dopiero co zgodziła się na umieszczenie małego Cihana Gurura w placówce opiekuńczej, a już następnego ranka poprawia makijaż i szykuje się, jakby czekało ją coś przyjemnego. Nuśret nie może uwierzyć w to, co widzi. Zamiast smutku słyszy od córki słowa, które jeszcze bardziej go niepokoją.
Chwilę później do domu przychodzi Beren, prawniczka Bey, i przynosi wiadomość dotyczącą walki o dziecko. Cihan próbuje uzyskać zgodę na zobaczenie syna, ale Bea nie zamierza ułatwiać mu nawet krótkiego spotkania. To, co dla jednego rodzica jest rozpaczliwą próbą odzyskania bliskości z dzieckiem, dla drugiej strony staje się okazją do demonstracji siły.
Gdy Beren zaczyna przedstawiać swój plan, Nuśret uświadamia sobie, że niebezpieczeństwo może być znacznie większe, niż przypuszczał. Czy ojciec Bey zdoła w porę powstrzymać tę eskalację?
A teraz wróćmy do domu Bey, gdzie jedno spotkanie odsłania coraz większy konflikt. Nuśret siedzi na jasnej kanapie w salonie, ale trudno powiedzieć, że jest spokojny. Spogląda na córkę, która właśnie zajmuje się swoim wyglądem. Bea poprawia włosy, układa ubranie i zachowuje się tak, jakby poranek nie różnił się od żadnego innego. Dom jest jasny, przestronny, elegancko urządzony. Wszystko wygląda zwyczajnie, tylko atmosfera między ojcem a córką coraz mniej przypomina spokojny początek dnia.
Na początku nie ma żadnego wielkiego wydarzenia. Są tylko ojciec, córka i kilka pozornie niewinnych gestów. Bejza zerka na siebie, poprawia to, co uznaje za wymagające poprawki, po czym zwraca się do Nuśreta zupełnie zwyczajnym tonem. Jej spokój nie wydaje się wymuszony. Być może właśnie dlatego tak bardzo uderza ojca.
Nuśret pamięta poprzedni dzień i nie potrafi patrzeć na te przygotowania jak na drobnostkę. Patrzy nie tylko na twarz córki, ale również na sposób, w jaki zajmuje się sobą. Każdy spokojny ruch przypomina mu o tym, czego w jej zachowaniu nie dostrzega: o trosce o małego chłopca.
Bea prosi ojca o pomoc przy założeniu ozdoby. W jej głosie nie słychać większego napięcia. Nuśret przygląda jej się przez moment, po czym nie wytrzymuje. Pyta, dokąd zamierza się wybrać tak wystrojona, czy przypadkiem nie szykuje się na wesele?
Pytanie brzmi niemal żartobliwie, ale jego twarz zdradza coś zupełnie innego. Nie chodzi mu przecież o sukienkę, fryzurę ani biżuterię. Nie może zrozumieć, dlaczego Bea znalazła dziś czas i ochotę na takie przygotowania. Pod kpiącym pytaniem Nuśreta kryje się prośba, której wprost nie wypowiada. Chciałby, żeby Bea sama zatrzymała się choć na moment i przypomniała sobie, co wydarzyło się wczoraj.
Nie domaga się przecież, by chodziła zaniedbana albo płakała przez cały dzień. Boli go coś innego. Córka sprawia wrażenie, jakby w jej życiu nie było teraz żadnej sprawy pilniejszej od własnego wyglądu. Nuśret nie znajduje łagodnych słów, dlatego sięga po ironię. Liczy być może, że tak wywoła reakcję, ale zamiast zrozumienia otrzymuje spojrzenie kogoś, kto uważa się za niesprawiedliwie osądzanego.
Córka odpowiada z wyraźną irytacją: „Co takiego zrobiła? Przecież tylko trochę się przygotowała. Dlaczego ojciec od razu wszystko wyolbrzymia?” Bejza chciałaby zamknąć temat w kilku słowach, lecz Nuśret nie zamierza odpuścić. Znają się zbyt dobrze, by nie widzieć ogromnej sprzeczności między jej ostatnią decyzją a nastrojem, z jakim rozpoczyna dzień. Nie prosi o wyjaśnienie koloru szminki, pyta ją w gruncie rzeczy o sumienie.
Bea traktuje uwagę ojca jak kolejną próbę ograniczenia jej swobody. W jej odpowiedzi nie chodzi już o samoszykowanie się – słychać zniecierpliwienie tym, że Nuśret w ogóle pyta. Dla niej sprawa jest prosta: ma prawo dobrze wyglądać i czuć się lepiej. On jednak rozumie te słowa zupełnie inaczej. W jego oczach nie da się oddzielić dzisiejszego poranka od wczorajszej decyzji. Nie chce rozmawiać o tym, co córka może, a czego nie może robić, chce usłyszeć, czy rozumie ciężar własnych wyborów.
Oboje wypowiadają krótkie zdania, lecz każdy odpowiada na zupełnie inne pytanie. Przypomina jej, że zaledwie wczoraj dziecko trafiło do placówki opiekuńczej. To nie jest drobnostka, którą można odłożyć na bok i udawać, że nic się nie stało. Mały Cihan Gurur nie przebywa teraz w rodzinnym domu, i właśnie to powinno być najważniejsze.
Tymczasem Bea zajmuje się sobą, a jej zachowanie bardziej przypomina przygotowania do przyjemnego spotkania niż dzień po bolesnym rozstaniu z dzieckiem. Nuśret mówi wprost, że postępowanie córki zupełnie nie pasuje do decyzji, które sama podejmuje. Wspomnienie placówki, do której trafił chłopiec, natychmiast zmienia znaczenie całej sceny. Jeszcze przed chwilą można było uznać, że ojciec i córka spierają się o drobiazg. Teraz nie ma takiej wątpliwości: małe dziecko zostało oddzielone od znanego mu otoczenia i bliskich osób.
Nuśret wymawia tę prawdę wprost, bo nie zamierza pozwolić, aby przykryła ją codzienna krzątanina. Nie opisuje szczegółów pobytu chłopca ani nie udaje, że wie, jak ten znosi rozstanie. Sam fakt jego nieobecności wystarcza, by głos mężczyzny stał się twardszy. Oczekuje od Bejzy przynajmniej zrozumienia, dlaczego ten poranek nie jest zwyczajny.
W pewnej chwili ojciec pyta, czy matka w takiej sytuacji nie powinna być przede wszystkim zmartwiona. Nie jest to delikatne pytanie – jest w nim rozczarowanie i wyrzut. Nuśret oczekuje choćby śladu troski, jakiegoś sygnału, że Bejza rozumie powagę całej sprawy. Przypomina też o Cihanie: gdyby teraz wszedł do domu i zobaczył ją w takim nastroju, co pomyślałby o kobiecie, która jeszcze wczoraj oddała dziecko do placówki?
W jego pytaniu o matczyne uczucia słychać zarówno oskarżenie, jak i rozczarowanie. Nuśret próbuje znaleźć sposób, by córka spojrzała na sprawę inaczej niż przez pryzmat własnej dumy. Zwraca jej uwagę na to, jak wyglądałaby cała sytuacja z punktu widzenia Cihana. Mężczyzna, który stara się odzyskać możliwość kontaktu z synem, mógłby zobaczyć Bejzę spokojną i pochłoniętą własnymi sprawami. Nuśret nie twierdzi, że wie, jak Cihan na pewno zareaguje, pokazuje tylko córce, jak jej zachowanie może zostać odebrane.
Ona jednak nie podejmuje tego tematu, wolec wrócić do pretensji pod adresem ojca. Bea nie spuszcza wzroku i nie zaczyna płakać, zamiast tego ma pretensje do ojca. W jej przekonaniu Nuśret znów znalazł powód, żeby ją skarcić, mówiąc, że miała choć odrobinę dobrego humoru, a on właśnie wszystko popsuł. Nie próbuje nawet przekonać go, że martwi się o dziecko w inny sposób, broni swojego prawa do spokoju i do robienia tego, na co ma ochotę. Im mocniej ojciec stara się przemówić jej do rozsądku, tym wyraźniej ona odsuwa od siebie jego argumenty.
Gdy Bejza narzeka, że Nuśret zepsuł jej nastrój, ojciec jeszcze wyraźniej traci nadzieję na spokojne porozumienie. W jego oczach dobry humor córki nie jest najważniejszym problemem tego dnia, ona zaś zdaje się uważać, że właśnie on stwarza kłopot, ponieważ nie pozwala jej cieszyć się chwilą. Żadne z nich nie podnosi teraz nowego argumentu zdolnego przekonać drugą stronę. Rozmowa zacieśnia się wokół tego samego pęknięcia: Bea domaga się prawa do własnego spokoju, a on przypomina o cudzym cierpieniu.
Z każdym zdaniem widać coraz wyraźniej, że samym upomnieniem nie skłoni córki do refleksji. Wtedy pada zdanie, które mówi Nuśretowi bardzo wiele o jej nastawieniu: Bea stwierdza, że nie będzie się zadręczać tylko dlatego, że pogorszyły się warunki życia dziecka Jonci. W ten sposób nazywa małego Cihana Gurura, jakby chciała odgrodzić się od całej odpowiedzialności, która wiąże ją z tą historią. Nie wyjaśnia w ten sposób, kim naprawdę jest chłopiec, ale przede wszystkim ujawnia własne podejście do jego losu, i właśnie ono sprawia, że ojciec jeszcze mocniej się denerwuje.
Sformułowanie o dziecku Jonci szczególnie mocno wybrzmiewa na tle wcześniejszych słów Nuśreta. Bea zdaje się świadomie przesuwać uwagę z sytuacji chłopca na osobę kobiety, z którą wiąże go pochodzenie. Dzięki temu łatwiej jej mówić o sprawie z dystansem, niemal jak o cudzym zmartwieniu. Ale od zmiany nazwy problem nie staje się mniej realny: chłopiec nadal jest poza domem, a Cihan nadal będzie musiał podjąć starania o spotkanie z nim. Ojciec Bey słyszy w tym zdaniu przede wszystkim obojętność, której nie potrafi zaakceptować, nie otrzymuje jednak żadnego sygnału, że córka zamierza zmienić swoje stanowisko.
Nuśret próbuje przywołać ją do porządku, każąc córce zachowywać się rozsądnie i wreszcie potraktować sytuację poważnie. Bea nie przyjmuje napomnienia z wdzięcznością. W salonie narasta napięcie, choć nie dochodzi do gwałtownego gestu ani otwartego zerwania rozmowy – to zwykła wymiana zdań, podczas której każde kolejne zdanie oddala ich od porozumienia. Ojciec widzi zagrożenie, córka widzi tylko przeszkodę w postaci jego moralizowania.
Nuśret nie ma już ochoty prowadzić kolejnego długiego wywodu. Jego napomnienie jest krótkie i stanowcze, widać, że stara się powstrzymać gniew, choć trudno mu ukryć zawód. Nie oczekuje teraz od Bejzy gotowego planu naprawienia sytuacji – być może wystarczyłoby mu jedno spokojne zdanie, w którym córka przyzna, że los chłopca naprawdę ma dla niej znaczenie. Nic takiego jednak nie pada. Zamiast zbliżyć ich do siebie, rozmowa pozostawia między nimi jeszcze większy dystans, a Bejza trwa przy swoim zdaniu.
Nuśret zaczyna chodzić po salonie, jakby samo pozostawanie na kanapie stało się dla niego nie do zniesienia. W końcu podnosi się z kanapy i przechodzi przez salon w stronę wejścia, po drodze jeszcze coś mrucząc pod nosem jak człowiek, który nie potrafi uwierzyć, dokąd zmierza jego własna rodzina. Chciałby przemówić Bejzie do rozsądku, ale z każdą chwilą ma coraz mniejsze przekonanie, że ona w ogóle zamierza go słuchać. Wtedy przy drzwiach pojawia się ktoś, kto sprawi, że jego obawy staną się jeszcze bardziej konkretne.
Przejście Nuśreta przez pokój trwa zaledwie chwilę, lecz zmienia rytm sceny. Kiedy siedział naprzeciw córki, próbował dotrzeć do niej słowami, teraz wstaje, odwraca się i rusza w stronę drzwi, a jego milczenie mówi prawie tyle samo co wcześniejsze wyrzuty. Bejza pozostaje w salonie, przekonana o własnej racji, podczas gdy ojciec zabiera ze sobą niewypowiedziane obawy. Nie zdąży jednak od nich odpocząć, ponieważ w progu pojawia się gość.
Niespodziewana wizyta nie kończy napięcia, lecz nadaje mu nowy kierunek. Prywatny spór za moment połączy się z wiadomościami o konkretnych krokach prawnych podejmowanych przez Cihana. Do domu przychodzi Beren, prawniczka reprezentująca Bey. Jest ubrana na ciemno, ma upięte włosy i porusza się z pewnością osoby przyzwyczajonej do trudnych rozmów. Nuśret rozpoznaje ją od razu i wygląda na zaskoczonego tą wizytą, a Beren wita się i pyta, czy Bea jest w domu, przyjechawszy z bardzo dobrymi wiadomościami.
W jej głosie pobrzmiewa satysfakcja, jakby sprawa, którą się zajmuje, właśnie zaczynała rozwijać się zgodnie z jej oczekiwaniami. Beren nie wchodzi do domu z wahaniem – od pierwszej chwili jej zachowanie sugeruje, że przychodzi w ważnej sprawie i spodziewa się pozytywnej reakcji Bejzy. Nuśret nie zna jeszcze treści wiadomości, ale już samo pojawienie się prawniczki każe mu zachować czujność, bo wie, że chodzi o konflikt dotyczący dziecka, który coraz bardziej dzieli zaangażowanych dorosłych.
Beren zwraca się do niego uprzejmie i pyta o klientkę, nie mając powodu, by już przy wejściu wdawać się w spór z ojcem Bey. Dopiero rozmowa w salonie pokaże, jak różnie będą patrzeć na to, co dla jednej strony oznacza dobrą wiadomość. Nuśret wpuszcza ją do środka i woła córkę, a salon, który jeszcze chwilę wcześniej był miejscem rodzinnej sprzeczki, teraz zamienia się w przestrzeń rozmowy o prawnikach, decyzjach i walce o kontakt z dzieckiem.
Bea podchodzi, a Beren siada na jasnej kanapie. Obie kobiety zwracają się ku sobie niemal natychmiast, bez długich uprzejmości ani szerokiego wprowadzenia. Przyszła osoba, która ma pomóc Bejzie w sporze z Cihanem, a Bea chce usłyszeć, jak bardzo udało się utrudnić mu życie. Bea podchodzi do prawniczki bez najmniejszej chęci wracania do wyrzutów ojca, a jej uwaga natychmiast przenosi się na Beren, od której spodziewa się konkretów, a nie kolejnej lekcji odpowiedzialności.
Kobiety zajmują miejsca przy sofie i zaczynają rozmawiać szybko, jak osoby dobrze rozumiejące cel spotkania. Nuśret pozostaje blisko, ale z roli uczestnika rodzinnej sprzeczki staje się słuchaczem cudzego planu i nie przerywa od razu, jakby chciał najpierw usłyszeć, dokąd zmierza rozmowa. Kontrast jest uderzający: Bea odzyskuje energię, którą przed chwilą osłabiły ojcowskie uwagi, a Nuśret staje się coraz bardziej spięty.
Beren od razu nawiązuje do wcześniejszego postępowania, mówiąc, że miała rację, bo druga strona już zaczęła zabiegać o zmianę sytuacji. Według jej relacji prokurator odrzucił wniesiony sprzeciw, to jednak wcale nie oznacza, że Cihan zrezygnował – przeciwnie, próbuje teraz zdobyć osobne pozwolenie, które umożliwiłoby mu zobaczenie syna. Z tej wiadomości wyłania się bardzo prosty obraz: ojciec szuka choćby drogi do krótkiego spotkania z dzieckiem, a po drugiej stronie toczą się rozmowy o tym, jak mu tę drogę zamknąć.
Wiadomość przyniesiona przez Beren ma kilka odrębnych części i każda z nich wywołuje inne napięcie. Prawniczka wspomina o sprzeciwie, którego według niej nie uwzględniono, a następnie o kolejnej próbie podjętej przez Cihana, co jest ważnym rozróżnieniem, bo jedno niepowodzenie nie oznacza, że mężczyzna porzucił starania o syna. Przeciwnie, szuka innej możliwości, a Beren opowiada o tym językiem zawodowej pewności, podczas gdy w tle pozostaje bardzo osobista potrzeba ojca, który chce nie zwycięstwa w abstrakcyjnej rywalizacji, lecz możliwości zobaczenia dziecka.
Na tym etapie widzimy jednak wyłącznie relacje Beren, a nie ostateczną decyzję dotyczącą spotkania. Słysząc o staraniach Cihana, Bejza nie pyta, czy dziecko dobrze znosi pobyt poza domem, ani nie zastanawia się, czy spotkanie z ojcem mogłoby je uspokoić, lecz od razu wydaje Beren polecenie: niech zrobi wszystko, by Cihan nie otrzymał zgody i nie uzyskał odpowiedniego dokumentu. Bejza chce, żeby mężczyzna nadal musiał walczyć o każdą możliwość zbliżenia się do syna, a w jej tonie nie ma niepewności, lecz upór i przekonanie, że ma prawo narzucać dalszy bieg wydarzeń.
Reakcja Bejzy jest natychmiastowa: nie dopytuje o procedurę ani o możliwe terminy, interesuje ją tylko jedno, czyli czy da się postawić Cihanowi kolejną przeszkodę. Jej polecenie jest jednoznaczne, a sposób, w jaki patrzy na prawniczkę, pokazuje, jak bardzo zależy jej na skutecznym działaniu. Beren nie pyta, czy klientka przemyślała konsekwencje dla małego Cihana Gurura, lecz słucha i odpowiada z przekonaniem.
Dla Nuśreta musi to być szczególnie bolesne, bo wcześniej starał się przypomnieć córce, że w środku tego konfliktu znajduje się dziecko, a teraz przekonuje się, że nawet w rozmowie z profesjonalną pełnomocniczką chłopiec pozostaje na drugim planie. Nie chodzi już tylko o spór z Cihanem – z wypowiedzi Bey wynika, że jego bezradność sama w sobie daje jej satysfakcję, gdy mówi, żeby jeszcze trochę się pomęczył, żeby nadal zabiegał i czekał. To okrutna myśl, zwłaszcza że w centrum konfliktu pozostaje bardzo małe dziecko, które właśnie najbardziej potrzebuje stabilności i obecności bliskich osób.
Bea patrzy jednak przede wszystkim na dorosłego przeciwnika i chce zobaczyć, jak dotkliwie odczuwa jej przewagę. Słowa o tym, że Cihan ma się jeszcze pomęczyć, odsłaniają inny wymiar sporu: Bejza nie mówi wyłącznie o ochronie własnej pozycji, ale wprost wyraża pragnienie, by druga strona odczuła frustrację i bezsilność. To różnica, której Nuśret nie może przeoczyć. Cihan jest nieobecny, nie ma możliwości polemizowania ani przedstawienia swojej wersji, mimo to jego imię co chwilę powraca w rozmowie i staje się najważniejszym punktem odniesienia dla decyzji Bey.
Im bardziej on próbuje zbliżyć się do syna, tym większą satysfakcję ona wydaje się czerpać z możliwości odmowy. Dziecko, chociaż nie pojawia się na ekranie, pozostaje osobą, której dotyczą wszystkie te słowa. Beren reaguje bez wyraźnego zaskoczenia, zapewniając klientkę, że nie ma powodu do niepokoju, i przedstawia sytuację tak, jakby bez jej zgody Cihan nie mógł dostać tego, czego potrzebuje. Beren mówi to z taką pewnością, jakby wszystkie decyzje urzędowe zależały wyłącznie od niej.
Bea bez wahania przyjmuje to zapewnienie i zamiast studzić emocje klientki, zdaje się tylko wzmacniać jej poczucie siły. Pewność Beren brzmi uspokajająco dla Bey, ale nie jest jeszcze dowodem na to, że plan rzeczywiście zadziała. W tym momencie słyszymy przede wszystkim deklaracje pełnomocniczki: Beren mówi stanowczo i nie pozostawia miejsca na wahanie, jakby wynik został już przesądzony. Trzeba jednak pamiętać, że Cihan dopiero próbuje uzyskać odpowiednią zgodę, a nic w tej rozmowie nie pokazuje dokumentu, który definitywnie zamykałby mu drogę.
Dla Bejzy liczy się mimo wszystko sama obietnica, bo z jej perspektywy prawniczka nie tyle przekazuje informacje, ile potwierdza, że można nadal utrzymywać przeciwnika w niepewności. Właśnie tak zaczyna się ich wspólne poczucie triumfu. Bea odpowiada triumfalnie, bo właśnie o to jej chodziło – chce, aby wszyscy przekonali się, co znaczy z nią zadzierać. Dla niej wiadomość Beren nie jest początkiem trudnego namysłu nad losem dziecka, lecz staje się potwierdzeniem, że potrafi naciskać na Cihana tam, gdzie cierpi najbardziej.
Jeśli zależy mu na synu, ona chce wykorzystać właśnie to. Słowa wypowiadane w spokojnym salonie nabierają przez to niezwykle ostrego znaczenia. W twarzy Bey pojawia się satysfakcja, której Nuśret nie widział przy wzmiance o losie dziecka. Kobieta najżywiej reaguje wtedy, gdy rozmowa dotyczy trudności Cihana: ożywia się, uśmiecha, podchwytuje zapewnienia prawniczki. Chociaż Beren przynosi tylko informacje o toczącym się sporze i własnych zamiarach, Bea przeżywa je jak niemal gotowe zwycięstvo.
Nie musi nawet czekać na bezpośrednie spotkanie z Cichaem, żeby wyobrażać sobie jego reakcję. Nuśret nie podziela tego entuzjazmu i słucha córki w rosnącym niedowierzaniu, wie już bowiem, że zwykła ojcowska uwaga nie wystarczy, by zatrzymać sposób myślenia, który przed chwilą tak otwarcie się ujawnił. Nuśret słucha i coraz bardziej ponuro patrzy na obie kobiety. Jeszcze niedawno zwracał córce uwagę na makijaż, próbując skłonić ją do refleksji nad własnym zachowaniem, a teraz słyszy jej otwartą radość na myśl o dalszych kłopotach ojca dziecka.
Obok siedzi Beren, która nie stawia zdecydowanej granicy, przeciwnie – z zapałem zapewnia, że ich strategia przyniesie odpowiedni skutek. Dla Nuśreta to już nie jest zwyczajna przesada młodej kobiety, zaczyna to wyglądać jak droga prowadząca do bardzo niebezpiecznych konsekwencji. Ojciec nie zamierza odbierać Cihanowi prawa do walki o syna tylko dlatego, że Bejza jest jego córką. Nie wypowiada długiej obrony mężczyzny, ale wyraźnie sprzeciwia się tonowi rozmowy, odróżniając spór między dorosłymi od sytuacji małego chłopca.
To właśnie ta różnica sprawia, że jego zaniepokojenie rośnie. Jeszcze przed przyjściem Beren mógł uznać, że córka mówi pod wpływem emocji, a teraz słyszy podobną postawę od osoby, której zadaniem jest prowadzenie sprawy. Zamiast ostrożności pojawia się zachęta, zamiast przypomnienia o konsekwencjach – zapewnienie o przewadze. Dla Nuśreta brzmi to jak zapowiedź kolejnych problemów, a ojciec nie ukrywa frustracji.
W swoim komentarzu stwierdza, że Bejza oszalała, a prawniczka jest jeszcze bardziej szalona. To gorzka reakcja człowieka przerażonego kierunkiem, w którym zmierza rozmowa. Nuśret obawia się, że cała trójka wpadła w sytuację, z której niełatwo będzie się wycofać, i przywołuje nawet możliwość więzienia, modląc się niemal, aby właśnie tam nie doprowadziły ich kolejne kroki. Jego najczarniejsze obawy nie są jednak jeszcze rzeczywistością, to strach przed tym, do czego mogą doprowadzić kolejne decyzje.
Nuśret patrzy raz na córkę, raz na jej pełnomocniczkę. Gdy mówi o szaleństwie, nie przedstawia diagnozy, lecz daje upust bezsilności. Trudno mu uwierzyć, że obie potrafią rozmawiać o takim konflikcie z taką lekkością. Wzmianka o więzieniu jest wyrazem lęku, nie informacją, że ktokolwiek został już oskarżony czy zatrzymany. Nuśret wyobraża sobie konsekwencje, ponieważ widzi, jak szybko zanika gotowość do cofnięcia się choćby o krok.
Jego zdenerwowanie jest tym mocniejsze, że nie stoi naprzeciw obcych ludzi – jedną z osób, których postępowania się obawia, jest jego własna córka, i to właśnie jej nie potrafi przekonać. Bea tymczasem zachowuje się zupełnie inaczej. Jest na tyle zadowolona z wiadomości, że proponuje Beren kawę z obfitą pianką. Chciałaby usiąść z nią jeszcze na chwilę i uczcić to, co uważa za sukces. Ten drobny gest odsłania przepaść między nią a Nuśretem lepiej niż długi spór.
Dla ojca cała historia staje się coraz trudniejsza do opanowania. Dla córki to chwila, w której wreszcie może poczuć, że wygrywa. Oboje są w tym samym pomieszczeniu, słyszą te same wiadomości, a wyciągają z nich całkowicie odmienne wnioski. Propozycja kawy pojawia się nagle i nadaje rozmowie niemal codzienny ton. W zwyczajnej sytuacji taki gest byłby naturalną uprzejmością wobec gościa.
Tutaj jednak brzmi jak zaproszenie do świętowania. Bea chce przygotować napój, usiąść wygodnie i nacieszyć się usłyszanymi wiadomościami. Nie ma zamiaru wracać do stanowczych słów ojca, bo w jej odczuciu właśnie wydarzyło się coś korzystnego. Ten spokój uderza jeszcze mocniej na tle nerwowej postawy Nuśreta. Dla niego wiadomości nie przynoszą żadnej ulgi.
Im swobodniej zachowuje się Bea, tym trudniej zrozumieć mu, dlaczego tak niewiele miejsca zostawia w swoich myślach chłopcu. Beren jednak nie przyjmuje zaproszenia. Dziękuje i mówi, że nie ma potrzeby przygotowywać kawy. Woli ruszyć dalej – ma zamiar spotkać się z Cihanem i jego prawnikiem, aby jeszcze wyraźniej uświadomić im, jak trudne jest ich położenie.
Na razie mówi tylko o swoim zamiarze. Do spotkania jeszcze nie doszło, ale dla Bey już sama perspektywa wywiera ogromne wrażenie. Na jej twarzy pojawia się uśmiech, który trudno pomylić ze współczuciem. Odmowa Beren nie wynika z niechęci do Bejzy. Prawniczka podkreśla po prostu, że ma kolejny krok do wykonania. W jej planie prywatna rozmowa w salonie jest tylko przystankiem przed spotkaniem z drugą stroną.
Sposób, w jaki to zapowiada, daje Bejzie jeszcze jeden powód do zadowolenia. Teraz chodzi już nie tylko o dokumenty i formalne możliwości Cihana, lecz również o bezpośrednie pokazanie mu trudnego położenia. Beren chce, aby on i jego pełnomocnik usłyszeli, jak wygląda sytuacja z jej perspektywy. Nadal jest to zapowiedź, nie relacja z odbytego spotkania.
Bejza jednak w wyobraźni już przenosi się tam razem z nią. Bea mówi, że najchętniej pojechałaby razem z Beren. Chciałaby osobiście zobaczyć bezradną twarz Cihana. Wyobraża sobie, jak mężczyzna zaciska zęby, podnosi głos i krzyczy, że nie pozwoli im odebrać syna.
Kiedy mówi o tym w salonie, niemal odgrywa jego reakcję. Nie opowiada o prawdziwej konfrontacji, lecz z zadowoleniem odgrywa sytuację, którą chciałaby zobaczyć. Cihana nie ma obok, by odpowiedzieć na te słowa. Kiedy Bejza wspomina twarz Cihana, nie chodzi jej o to, by zrozumieć jego uczucia.
Chce zobaczyć moment, w którym nie będzie mógł osiągnąć tego, na czym mu zależy. Wypowiada swoje przewidywania z coraz większym ożywieniem. Wyobraża sobie zaciśnięte zęby, gniew i podniesiony głos. Na moment sama nadaje słowom Cihana dramatyczne brzmienie, choć mężczyzny nie ma w salonie.
To istotne. Widzimy naśladowanie i zapowiedź wyobrażonej reakcji, a nie rzeczywisty wybuch gniewu. Takie rozróżnienie nie odbiera scenie napięcia. Przeciwnie, pokazuje, jak mocno Bejza żyje samą możliwością upokorzenia przeciwnika, zanim jeszcze doszło do jakiegokolwiek spotkania.
Beren przytakuje. Spodziewa się podobnego zachowania ze strony Cihana. Obie kobiety rozmawiają tak, jakby jego cierpienie było przewidywalnym, a może nawet pożądanym elementem kolejnego etapu sporu. Nikt w tej krótkiej wymianie zdań nie mówi, że dziecko chciałoby zobaczyć ojca. Nikt nie pyta, jak młody Cihan Gurur znosi pobyt z dala od znajomych osób.
W centrum pozostaje dorosła rywalizacja i pragnienie zwycięstwa nad przeciwnikiem. Beren nie studzi tych fantazji. Zgadza się, że Cihan prawdopodobnie zareaguje gwałtownie. Kobiety przez chwilę rozmawiają o kimś nieobecnym, ale obie zachowują się tak, jakby doskonale przewidywały następny krok.
Właśnie tutaj ich porozumienie staje się szczególnie wyraźne. Bejza dostarcza emocji i pragnienia odwetu, Beren – zawodowej pewności i planu działania. Ta zgodność nie rozstrzyga jeszcze sprawy, lecz pomaga Bejzie umocnić się w swoim stanowisku. Nuśret stoi obok, słysząc ten sam dialog.
Nie może podzielić ich przekonania, że cierpienie Cihana jest czymś, z czego warto czerpać satysfakcję. Bea nie chce, żeby prawniczka traciła czas. Zachęca ją do wyjścia i prosi, aby wróciła z kolejnymi dobrymi wiadomościami. Beren obiecuje, że da znać.
Tak kończy się ich triumfalna rozmowa. Dla obu sprawa zdaje się iść w korzystnym kierunku, choć sam rezultat starań Cihana pozostaje otwarty. Wiadomo tylko, że nie zrezygnował i podejmuje działania, aby spotkać syna. Bea i jej pełnomocniczka zamierzają mu to utrudnić.
Prawniczka ma teraz ruszyć dalej. Bea zachęca ją bez pośpiechu w głosie, ale z wyraźnym oczekiwaniem na rezultat. Chce kolejnego telefonu, kolejnego potwierdzenia, że Cihan napotkał przeszkodę. Żaden taki telefon jeszcze nie nadchodzi.